Sign in

Chciałbym w tym miejscu sprecyzować jak rozumiem pojęcie „open source”. Zacznijmy od punktu wyjścia — mediów. Zatem od kiedy zacząłem być w miarę świadomym człowiekiem i wiedziałem już, że obserwowanie otaczającej mnie rzeczywistości i tworzenie swojego własnego wewnętrznego świata jest moją drogą życia i największą pasją, a zarazem samą esencją istnienia per se. Pisanie i fotografia były moim wielkim odkryciem i zarazem „magicznym” środkiem wyrazu i opowieści dopełniającym aspekt wewnętrznej i zewnętrznej rzeczywistości. Zdolność zapisu własnych myśli jest w rzeczy samej początkiem ludzkiej kultury, a aspekt przekazywania myśli za pomocą języka i symboli początkiem komunikacji.

Język jest źródłowym kodem naszego istnienia, budulcem mającym źródło we wnętrzu i objawiającym się jako świat zewnętrzny — manifestacja naszego potencjału. Zatem źródłem rzeczywistości w jakiej żyjemy, jest nasz umysł. Jest to fundamentalny punkt wyjścia. Otwarte źródło — jest dla mnie w rzeczy samej — otwartym umysłem. Umysłem świadomym aktu komunikacji — kreacji i konsekwencji, które za tym idą. W rzeczy samej jest to akt magiczny, a każda myśl i jej żywy wyraz tej myśli w słowie zaklęciem rzeczywistości. Na początku było Słowo. Dlatego pisanie jest tworzeniem świata w samej jego esencji u źródła. Jest to bardzo pierwotne, a jednocześnie…


Czemu jeszcze tego nie ogarnialiśmy, ogarniamy już tak dużo, że brakuje nam rubryk w tabelkach ogarniania. Mamy rejestr rekordów Ginesa dobrych globalnych uczynków, nagrody nobla rozchodzą się jak ciepłe drożdżówki. Za pokój, za spokój, za naukę raczkowania pomiędzy wymiarami. Podobno te maszty 5 G mają wszystkim ostatecznie sterować, świat ostatecznie ma być dronem z amazona. Zatem pytam dyrektorów kiedy w końcu zapanują nad tymi atmosferycznymi kaprysami. Te burze, te grady, pioruny — to jest skandal, kiedy nagle pośrodku kolejnego serialu o seryjnych mordercach, albo nie daj boże gry o tron wyłączą ci prąd i nie obejrzysz, nie poczujesz, nie zamulisz. Osz kurwa Panowie — Władcy Matrycy dajcie żyć! Dajcie w sztucznym spokoju konsumować dobra kultury cyfrowej 4K w 3D.

Macie jak piszą w Internecie ten system sterowania gdzieś na Alasce albo w podziemnych bazach, gdzie szaraki robią was na szaro i siedzi wielki Jaszczur, który wygrał grę o tron i klika co ma być dzisiaj w globalnych wiadomościach. A tutaj pogodynka z ustami botoksowych chmur nawija, że znowu dostaniemy katastroficzne smsy, że niebo będzie nabrzmiałe purpurą i spłynie bezmiarem wód pełnych metali ciężkich i łez bezradnych archaniołów.

Mamy budować arkę z butelek po coca coli? Modlić się? Nawoływać do pojednania narodów? Burzyć mur w Palestynie? Zwołać na ostatnie zebranie świadków mechanicznego Jehowy? Jak ma być? A jak to wszystko…


JEST WSZĘDZIE — NA SERIO. ZMUTOWAŁ DO TEGO STOPNIA, ŻE WYDAJE SIĘ NAM, CAŁKIEM NORMALNIE NAM SIĘ TO WYDAJE, ŻE TEN ŚWIAT JEST RZECZYWISTY. MAM TU DLA WAS NOWĄ ODŚWIEŻAJĄCĄ NICZYM OLD SPICE DOBRĄ NOWINĘ. JEDZIEMY NA WIELBŁĄDZIE DUPĄ DO PRZODU W POPRZEK KADRU PO PRZEKĄTNEJ WIELOBŁĘDU, KTÓRY SIĘ ROZMNAŻA JEDEN ZA DRUGIM PO KAŻDYM PRZECIEŻ TAK PRZEMYŚLANYM RUCHU TAK ZWANEJ PRZEZ NAS DOŚĆ LEKKOMYŚLNIE „WŁADZY”.

Władza to jest konstrukt o dość nierzeczywistej naturze, jak pieniądz — dla przykładu, albo bóg metodystów, lub buddystyczny raj u podnóża Himalajów, które nasi chińscy himalaiści zdobyli wszyscy na raz w jednym czasie. To był dopiero rekord. To było dopiero nawrócenie. Teraz kręcą kapitalistycznym tao z komunistyczną precyzją, mają opór chleba i wina, opór krzyży na tych swoich placach i technologiczne gwoździe. Przybiją nas do matrycy na amen. Rozjadą nas radosnym czołgiem postępu. W pikselozie strachu i paranoi musimy być czujni, gotowi na złoty strzał nagłego uzdrowienia. Na przyjęcie moderna — istycznej hostii w trakcie tej ostatniej wieczerzy 500 +…


Kruche są podstawy królestwa.

Michel Houellebecq „Cząstki elementarne”

Rodzimy się z pożądania, z ocierania narządu o narząd, czasem mówimy, że to z miłości lubimy w to wierzyć, jest romantyczna, wzniosła wersja reklamowa, którą wyświetlamy sami sobie. Jednak z wiekiem zaczynamy rozumieć, że choć i owszem jest tam źdźbło tak zwanej prawdy jednak ten sztuczny romantyzm jest w istocie dość daleki od rzeczywistości. …


Z pożeracza wyszedł żer, a z mocnego wyszła słodycz.
(Ks. Sędziów 14, 14)

Trzeba było dać się porwać, unieść na tej fali, ruszyć w głąb systemu kanalizacji na czterech łapach ciągnąć ogon za sobą jak złotą nić. Już byłem w labiryncie, słyszałem jęki potworów, zawodzenie syren i płacz bohaterów. Już nikt nie potrafił znaleźć drogi powrotnej, tej wybitej dziury w ścianie, pękniętej szyby. Nikt już nie pamiętał jak było przed Wejściem. Te obrazy idylli, głębokich oddechów, płonnych ciał zaplecionych w miłości. To był czas oddzielenia, obietnica nie została spełniona, objawienie zaprzepaszczono. Pojawiły się nowe fakty o strukturze lawiny zasypując pamięć…

Marcin Piniak

Pisze. Nasz Duch jest odwiecznym obecnym narratorem. Głosem, który prowadzi nas przez labirynt życia i ukazuje coś doprawdy pięknego — zdolność tworzenia.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store